Dziś wywiad z prawdziwą szychą 🙂 Człowiekiem, który zyskał szacunek poprzez swoje działania i nieustanne dzielenie się wiedzą z innymi. Przed Państwem Mariusz Łodyga! 🙂

mariusz-łodyga-bloomboard-wywiad

Mariusz Łodyga to praktyk marketingu z ponad 14-letnim doświadczeniem w branży. Posiada praktyczną znajomość public relations oraz technik budowy wizerunku. Jest właścicielem marki Premium Consulting, w ramach której zrealizował ponad 250 projektów szkoleniowych i doradczych zarówno dla dużych instytucji publicznych i prywatnych, jak i firm sektora MŚP. O umiejętnościach i kompetencji Mariusza świadczy bogate portfolio klientów obejmujące m.in. Raiffeisen Polbank, Orange, Ministerstwo Rozwoju.

Wywiad – Mariusz Łodyga

mariusz-łodyga-wywiad-foto

Roman Schubert: W marketingu najbardziej lubię…?

Mariusz Łodyga: Najbardziej lubię jego interdyscyplinarność. Każdy marketer, który chce być skutecznym w swojej pracy musi łączyć różne dziedziny wiedzy. Począwszy od psychologii konsumenta, przez wiedzę strategiczną a na przynajmniej ogólnej znajomości narzędzi i technologii kończąc. Interdyscyplinarność wymusza nieustanny merytoryczny rozwój przez co nie mam poczucia, że moja praca jest monotonna. To jest fenomenalne zajęcie dla osób lubiących się uczyć.

Mocno wszedłeś w live video na Facebooku. Dlaczego? Co według ciebie można uzyskać za pomocą filmików na żywo?

Po pierwsze format live jest sporym wyzwaniem i pewnie dlatego chciałem się z nim zmierzyć. Po drugie to również niezwykle angażujący sposób prezentacji treści i każdy szanujący się marketer musi w większym lub mniejszym stopniu go poznać. Nie ma lepszej metody od samodzielnego eksperymentowania w tym zakresie. Po drugie: format live świetnie daje radę jako narzędzie dotarcia do obecnych oraz potencjalnych klientów. Naturalność i autentyczność, którą występowanie na żywo wymusza, buduje zaufanie, a ono jest niezwykle cenną walutą.

Bardzo podobał mi się Twój streaming analizujący przyczyny wygranej D.Trumpa od strony marketingowej. Mówiłeś w nim między innym o tym, że znaczącym czynnikiem wpływającym na zwycięstwo było świadome naruszanie zasad, pewnego rodzaju bezczelność. Jak wygląda to w kontekście firmy? Czy zalecałbyś naruszanie reguł w celu zbudowania silnej marki?

To bardzo dobre pytanie. Wiele osób próbuje podglądać i kopiować styl osób, które w ich opinii odnoszą sukces. Do takich osób niewątpliwie należy Donald Trump. W czasie kampanii prezydenckiej jego ogromnym wyróżnikiem było zerwanie z polityczną poprawnością w komunikacji. Trump nie tylko mówił to co ludzie chcieli usłyszeć, tak czynią wszyscy politycy na całym świecie, ale również mówił „językiem grupy docelowej”. Był bardzo bezpośredni, arogancki prezentując swoje zalety polityczne i bezczelny w dyskusji z kontrkandydatami. Dosłownie ich miażdżył dzięki temu, że jako jedyny kandydat wyrwał się z ograniczeń, które nakłada na każdego „normalnego” polityka kultura. To dzięki temu był w stanie pokonać znacznie bardziej doświadczonych ale za to szablonowych kontrkandydatów. Trudno bowiem mówić, że wygrał merytorycznym programem.

Zobacz również :  Co zrobić aby klient do nas wrócił i nas pokochał.

Czy można przenieść tę taktykę na grunt biznesu? Są tacy, którzy próbują z powodzeniem. Na przykład Gary Vee, to doskonały przykład człowieka sukcesu, który w bardzo wyrazisty i często kontrowersyjny sposób buduje swoją pozycję. Gdy się ogląda jego filmiki z wystąpień na konferencjach, to nie sposób nie zauważyć, że łamie wszelkie konwencje, które normalnie są kojarzone z CEO’s wielkich firm.

Innym doskonałym przykładem łamania zasad i wykorzystywania kontrowersji jest Dollar Shave Club, którego współzałożyciel wystąpił w niskobudżetowej reklamie, która stała się hitem internetu i wypromowała firmę do tego stopnia, że po pięciu latach od startu wykupił ich Unilever za kwotę miliarda dolarów.

W nagranym filmiku Michel Dubi z ogromną pewnością siebie zadaje pytanie: „Czy nasze ostrza są dobre? Nie…nasze ostrza są zajebiste (fucking great)!” pada odpowiedź.
Ich kontrowersyjna reklama okazała się na tyle skuteczna, że w ciągu pierwszej doby po odpaleniu kampanii na YouTube padła strona, na którą kierowano ruch, a dokładnie mówiąc; nie wytrzymał serwer, zupełnie nieprzygotowany na tak ogromną ilość użytkowników szukających informacji o możliwej subskrypcji produktu.

W pierwszej chwili właściciele wpadli w panikę, ponieważ sądzili, że ich biznes upadnie z uwagi na tę sytuację. Każdy kto przeżył choć raz wysyp serwera w momencie publikacji kluczowego contentu, z pewnością wie co musieli czuć. Gdy tylko jednak problem z serwerem został rozwiązany, okazało się, że firma przyjęła 12 tysięcy zamówień na oferowany produkt w ciągu zaledwie 48h.

Zatem jak widać, kontrowersja, łamanie schematów i reguł może się bardzo opłacać. Trzeba być jednak świadomym tego, że bycie kontrowersyjnym wymaga bardzo grubej skóry. Kontrowersja zawsze przyciąga również silnych oponentów, którzy będą się czuli wręcz zachęceni do wyrażania swej negatywnej opinii na temat marki, która chce się nią posługiwać. Przykładów, które pokazują, że to może być marketingowa broń obosieczna jest mnóstwo.

W tym samym filmiku mówiłeś także o potrzebie jasnego zdefiniowania grupy docelowej, a także wrogów. Co zyskujemy dzięki zdefiniowaniu „wrogów marki”? Jak można to wykorzystać?

Definiowanie grupy docelowej, ustalenie dla kogo jest produkt lub usługa to podstawy. Nie zaczyna się komunikacji zanim nie ustali się, kto będzie odbiorcą i czego ten odbiorca chce się dowiedzieć. Nie ma marek, które są dla każdego.

W przypadku wroga marki bardziej chodzi o to by marka jasno opowiedziała się w „jakiejś” sprawie. Samo istnienie wroga marce nic nie daje. Jeśli jest, na przykład: marką ekologiczną, to oczywistym wrogiem tej marki jest każdy, kto nie szanuje środowiska i jego potrzeb. Jeśli byłbyś trenerem fitnessu, to też masz swojego wroga, którym może być lenistwo lub niezdrowy tryb życia. Gdy masz jasno zdefiniowanego wroga, to możesz bardzo klarownie przedstawiać swoją firmę jako idealne rozwiązanie dla problemów, które ten „wróg” wywołuje. Lenistwo powoduje tycie, a ludzie chcą być szczupli, zatem jeśli potrafisz pobić nadwagę, to znaczy, że jesteś skutecznym trenerem fitnessu. Konsument może się do tej walki przyłączyć i wygrywać z Tobą. I tak dalej.

Zobacz również :  Twitter w biznesie: 60 porad dla początkujących i zaawansowanych

Najdroższa marka świata, którą nadal jest Apple, jasno zdefiniowała swojego wroga, którym były konkurencyjne firmy technologiczne, takie jak IBM czy Microsoft. W przypadku narracji Appla, każda marka konkurencyjna była wręcz synonimem ograniczenia umysłowego. Steve Jobs i Regis Mackena sprowadzili komunikację applowską wręcz do pojedynku Dawida z Goliatem. W tym przypadku Dawidem było oczywiście Apple. Każdy, kto wybierał produkty Apple mógł się przyłączyć do elitarnego klubu ludzi kreatywnych i zorientowanych na innowacje i walczyć z nudą i schematycznością konkurencyjnych firmy.

mariusz-łodyga-wywiad-bloomboard-cytat

W mojej ocenie wzrasta rola autentyczności w marketingu, coraz bardziej oczekuje się od marki, że będzie „kumplem”, a nie korporacyjną maszyną. Mógłbyś się zgodzić z takim stwierdzeniem? Jak we wcześniej przygotowaną, profesjonalną strategię wpleść spontaniczność i autentyzm?

Nie jest tak, że oczekujemy od marek, że te będą naszymi kumplami. Jako konsumenci mamy to w głębokim poważaniu. To marki chcą nawiązać z nami relacje oparte o styl „human to human”(H2H), ponieważ tradycyjna forma oficjalnej komunikacji ma coraz większy problem z przebiciem się do uwagi odbiorców.

W marketingu bardzo ważnym jest aby być w komunikacji wiarygodnym i aby wzbudzać zaufanie. Seth Godin powiedział kiedyś, że ludzie kupują od nas tylko z dwóch powodów: ponieważ przyciągnęliśmy ich uwagę oraz zdobyliśmy ich zaufanie.

Spontaniczności bym nie gloryfikował, ale autentyczność jest już totalnym wymogiem w czasach całkowitej przejrzystości biznesowej. Dziś praktycznie każdego da się prześwietlić w kilka minut korzystając z wyszukiwarki lub wchodząc na social media.

Autentycznym trzeba być w oczach klienta stale. Marka nie może być na niby. Musi dawać prawdziwą wartość i takie wartości muszą być starannie projektowane przed wypuszczeniem produktu lub usługi na rynek. To proces strategicznego przygotowania, który my nazywamy strategią marketingową.

Załóżmy, że mamy osobę, przedsiębiorcę, która od dzisiaj chciałaby zacząć budować swoją markę osobistą. Pierwszy krok, który powinna wykonać to…?

Przede wszystkim taka osoba powinna się zastanowić co będzie stanowiło jego propozycję wartości (value proposition). Nie ma bowiem sensu zaczynać nowy biznes, na który nie ma zapotrzebowania. Na kreację zupełnie nowych potrzeb stać zazwyczaj tylko wielkie koncerny. Jeśli się nie ma wielkich zasobów na tworzenie innowacji, to trzeba znać obecne potrzeby rynku i umieć je w jakimś stopniu zaspokajać.

Zobacz również :  Wywiad - Magdalena Daniłoś, uzależniona od YouTube

W wielkim uproszczeniu zacząłbym od przygotowania dla siebie strategii marketingowej oraz planu jej egzekucji/wdrożenia. Dopiero potem zacząłbym działać. Dobrze jest widzieć oczyma wyobraźni piramidę marketingowego sukcesu, na której podstawę składa się wiedza o rynku, klientach i ich potrzebach, średni poziom to miejsce na strategię marketingową, a wierzchołek to miejsce dla konsekwentnego działania.

Istnieją opinie, że wraz z przeniesieniem coraz większej części życia do sieci budowanie marki osobistej stanie się koniecznością, a nie wyborem. Zgadzasz się?

Myślę, że to prawda. Produkty stają się coraz bardziej generyczne i ich skuteczne wyróżnianie będzie coraz trudniejsze. Bardzo natomiast trudno jest podrobić, skopiować, zastąpić silną osobowość człowieka. Spójrz co się działo z wcześniej wspomnianą firmą Apple pod rządami Steva Jobsa. Uwielbienie i wręcz „miłość” do Jobsa automatycznie przenoszono na produkty tej firmy.

W naszej polskiej rzeczywistości jest również coraz więcej przykładów marek osobistych, które znakomicie wspierają marki główne. Myślę, że warto o tym rozmawiać i planować jak wykorzystać właśnie „ludzkie marki” do komunikacji z rynkiem.

Sprawny Marketing umieścił cię niedawno na liście 50 marketerów, których warto śledzić w social media. A jakich marketerów Ty śledzisz? Najbardziej inspirujący Cię człowiek w tym momencie to…?

Nie mam obecnie takiego jednego najbardziej interesującego człowieka. Raczej czytam i oglądam kilka osób równolegle. Staram się również przyglądać ludziom spoza polskiego rynku. Nie dlatego, że tu brakuje znakomitych fachowców, lecz dlatego, że z całym szacunkiem do naszej polskiej specyfiki, jesteśmy raczej odbiorcami trendów a nie ich twórcami. Dlatego staram się najczęściej zaglądać tam gdzie one są definiowane. W przypadku marketingu takim naturalnym miejscem są Stany Zjednoczone.

Mam takich osób parę. Regularnie słucham podcastu P&R, który jest nagrywany przez Joe Pullizie’go oraz Roberta Rose’a z Content Marketing Institute. Znakomici są nie tylko jako merytoryczne źródło wiedzy, ale również w stylu. Ich się słucha z czystą przyjemnością.

Oczywiście nie może zabraknąć wcześniej wspomnianego Seth’a Godin’a. Mniej popularny u nas ale za to znakomity jest Scott Galloway z L2. Nie ma sobie równych w przedstawianiu „nudnych” danych statystycznych, które obrazują kto obecnie „wygrywa i przegrywa” w walce o klienta.

Poleciłbyś film lub książkę, która powinien znać każdy marketer? 🙂

Takich książek przeczytałem ponad 300 🙂 Skoro jednak ma być jedna książka, to na start polecam „Pułapki myślenia-o myśleniu wolnym i szybkim” Daniela Kahneman’a, który dostał nagrodę Nobla za badania, które są również w tej pozycji opisane.

baner_wide

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>